choroba i PASJA Danuty Popowicz

0
307

O tym, że borelioza może przewrócić życie do góry nogami mogłam przekonać się na sobie.

Prawdopodobnie choruję na nią od czterdziestu lat. Ktoś mi kiedyś powiedział – skoro tak długo i jeszcze żyjesz, to chyba nie jest taka groźna? Fakt, jeszcze mnie nie zabiła, ale wiele zniszczyła, wiele zabrała, o wycierpianych okresach nie wspominając.

W młodości dostałam się na wymarzone studia, ależ się cieszyłam. Niestety na drugim roku zaczęły się problemy. Silne bóle głowy, później bardzo duże zaburzenia widzenia. Nie owijano w bawełnę, mówiono mi wprost – może pani stracić wzrok. Przyczyna? Nieznana.
Lata leciały, z oczami było różnie, bywały okresy lepsze i gorsze. Pomimo ciągłych problemów zdrowotnych udało mi się wykształcić w innym zawodzie. Niestety, jak się szybko okazało, nie mogłam go wykonywać. Dlaczego? Bo zaczęły się problemy kardiologiczne, które to uniemożliwiały. I tak to się ciągnęło, stale na drodze do spełnienia marzeń coś stawało i wygląda na to, że była to właśnie borelioza.

Po latach bycia pełnoetatową pacjentką i zarazem rencistką, w końcu zdiagnozowano boreliozę (2001).

Standard, trzy tygodnie antybiotyku – może pani zapomnieć o boreliozie. Nie zapomniałam.

Poza problemami ze wzrokiem, dochodziły inne, kręgosłup, stawy, stany podgorączkowe bez przyczyny, osłabienie, bóle mięśni, rzekoma astma, refluks…

Rok 2016 był dla mnie koszmarem. Pojawiły się objawy neurologiczne, ciągnęłam nogą, lewa ręka nie chciała mnie słuchać. W lewej ręce i nodze silne napięcia mięśniowe, nie chciałam jeść, ruszyć się z łóżka… nie chciałam żyć. Dopadła mnie bardzo silna depresja. Dwa i pół miesiąca w szpitalu, gdzie po lekach chodziłam niczym zombie. Moim zdaniem depresja faktycznie miała miejsce, zapewne jako skutek krętkowych poczynań. Poza tym wytrzymałość człowieka ma pewne granice.

Problemy z oczami nadal wracały, antybiotyki też.

Neurologicznie stwierdzono zespół parkinsonowski, prawdopodobnie wywołany boreliozą. Do tego doszły inne problemy neurologiczne jak neuralgia międzyżebrowa i nerwu trójdzielnego. Coraz częstsze problemy ze stawami… i tak dalej.

Borelioza zniszczyła nie jedno z moich marzeń,

na szczęście udało mi się założyć rodzinę, mieć dzieci, a od kilka lat nawet cudownego wnuka. I to nie wszystko z tej pozytywnej strony.

Lata temu, kiedy powiedziano mi, że mogę stracić wzrok, namalowałam swój pierwszy obraz olejny. Od tej pory, zawsze, kiedy pojawiły się problemy, sięgałam po pędzle, ołówki i temu podobne. Namalowałam wiele obrazów, wystawiałam je na różnych wystawach, a dodatkowo zawsze starłam się coś tworzyć. Czy to ceramika, biżuteria, kolaże, bądź zwykłe kartki okolicznościowe, zawsze jakaś forma sztuki. Bo sztuka, w dowolnej formie, pomaga w cierpieniu, zarwano fizycznym jak i psychicznym.

W wyjątkowo ciężkim dla mnie roku 2016 zainteresowałam się rysunkami Zentangle.

Jest to forma sztuki, gdzie rysunki składają się z prostych kształtów, wypełnionych deseniem. Tę technikę rysowania wprowadzili, do leczenia swoich pacjentów, Rick Roberts i Maria Thomas ze Stanów Zjednoczonych. Ponieważ jest to nie tylko arteterapia, przyjemny sposób na relaks, ale również efektowna grafika, technika zyskała sobie popularność na całym świecie.

Tworzy się nie tylko małe obrazki na kartce papieru, powstają też większe prace, tak jak w moim przypadku. Nazywa się to sztuką inspirowaną Zentangle. Rysowanie wciągnęło mnie na dobre.

 

Obecnie jestem członkiem Stowarzyszenia Artystycznego Faun-Art w Gliwicach, dzięki któremu zorganizowałam w zeszłym roku indywidualną wystawę swoich prac. Dalej tworzę, i będę tworzyć, póki tylko będzie to możliwe. Jeśli coś doskwiera, męczy, jeśli jest źle… można dać upust swoim myślom w rysunku.

Klasyczne Zentangle, rysowane na małych kartonikach, to sztuka dla każdego, nie potrzeba do niej specjalnych narzędzi. Na początek wystarczy kartka papieru i cienkopis. Zapewniam, że w klasycznej formie jest dla każdego, nawet dla osób, które twierdzą, że nie potrafią rysować. Zachęcam do zapoznania się z tą relaksacyjną techniką.

Dużo więcej informacji i przykładów znajduje się na moim blogu – http://www.denimix.pl
W razie pytań i wątpliwości zawsze służę pomocą. My chorzy musimy sobie pomagać.

Danuta Popowicz