Nie kłam, wyglądasz na zdrową!

0
2437

Stres. Borelioza. Szpital.

Ostatni rok był koszmarem. Moje ciało było w fatalnym stanie. Zawsze byłam aktywna, tańczyłam, jeździłam konno. A teraz? Podczas konkursu tańca z moją formacją, przed jury prawie zemdlałam. Występ, światła, makijaż… a ja czułam się jakbym była pijana i zaraz miał mi się urwać film. Nie wiem jak skończyłam ten taniec, czułam kilka razy, że zaraz się przewrócę. Zatańczyłam do końca. Tancerze z grupy wyprowadzili mnie na zewnątrz. Usiadłam na ziemi, kręciło mi się w głowie tak, że nie byłam w stanie utrzymać głowy w jednym miejscu. Wszystko wirowało. Pojawiły się wymioty i trwały jeszcze przez tydzień. Ten tydzień to był najgorszy do tej pory czas w moim życiu. Nie miałam siły pójść do toalety. Nie mogłam tańczyć, malować, nie mogłam nic. Jedyne o czym wtedy myślałam to to jaki sens ma moje dalsze życie. Nie miałam chęci żyć dalej. Wstawałam z łóżka i od razu świat wirował. Nie było opcji na samodzielność.

Ta ‚przygoda’ skończyła się wieczorną wizytą na SOR’ze. Moje wykończone ciało nie miało już na nic sił. Po chwili była decyzja – „Zostaje Pani na neurologii”. Zanim doszłam do łóżka, byłam już po tomografii głowy a przed punkcją lędźwiową (którą przełożono na rano, ze względu na wymioty). Tego dnia było mi wszystko jedno. Mój paniczny strach przed igłami nagle zniknął. Nie wiedziałam co się dzieje, było mi tak bardzo wszystko jedno… Poranek przyniósł trochę nadziei. Kroplówka z czymś przeciwbólowym + glukoza trochę mnie zreperowały. Znów mogłam zacząć kombinować…

Brzmi jak skrót filmu? Niestety to realia

Powroty bywają ciężkie. Ciało obolałe, bez formy, cięższe o kilka kilogramów. Nie chce się rozciągać… Kiedyś szpagat był na zawołanie… Dziś? Hormony szaleją, kortyzol (hormon stresu) osiąga ogromne poziomy, powodując łatwiejsze kontuzje, spięte ciało nie chce współpracować. Każdy kto ma boreliozę, wie że te problemy to norma, wahania wagi to standard. W kwestii wagi – obecnie jestem na fali wznoszącej. Mimo ruchu i diety tyję i to w oszałamiającym tempie 5kg w ciągu 3 tygodni.

Ta choroba uczy cierpliwości i akceptacji. Mam mocno pokiereszowane ciało, ale to jedyne ciało jakie mam. Mimo tej beznadziei jest w tej historii coś, co pozwala mi z radością patrzeć w przyszłość. PASJA!

Nie kombinuję tylko kiedy śpię

Na studiach (Architektura i Urbanistyka na Politechnice Poznańskiej) założyłam bloga ze wskazówkami dla studentów architektury. Wrzucałam wskazówki jak rozwiązywać zadania z geometrii wykreślnej, jak zrozumieć perspektywę w rysunku., na jakie zajęcia warto chodzić, a na jakie mniej. Pewnego dnia miałam sen. Sen, w którym namalowałam sobie wzór na koszulce. Po przebudzeniu zdecydowałam, że pojadę do plastycznego sklepu. Wróciłam z farbami do tkanin i namalowałam moją pierwszą koszulkę. Z koniem oczywiście;)

Zdjęcie koszulki wrzuciłam na mojego architektonicznego bloga (nazywał się Wiecznie Bazgrająca). Po chwili napisała do mnie koleżanka, z którą jeździłyśmy konno, czy można ją kupić… To było dawno temu. Od wtedy wiele się zmieniło. Rzuciłam architekturę. Robię to co kocham. Maluję, tańczę, czasami jeżdżę konno. Nigdy nie myślałam poważnie o Bazgrającej. Jednak wydarzenie sprzed roku wiele w moim podejściu zmieniło. Koleżanka fotograf (mieszkająca w Anglii), która robiła mi kiedyś sesję zdjęciową zamieściła na swoim Facebook’u informację, że wygrała w radio spotkanie z Hugh Jackman’em!!!!!!! Od razu czułam, że to musi być znak! Napisałam do niej czy jeśli namaluję dla Hugh koszulkę to czy mogłaby mu ją przekazać. Zgodziła się! I udało się! Anita wręczyła koszulkę. Hugh podobno był zachwycony. Z tego spotkania pozostało pamiątkowe zdjęcie, które po wrzuceniu na mojego Fanpage rozpętało burzę!

Takie były początki projektu Bazgrająca z gwiazdami. Zaczęłam malować dla gwiazd. Jeździłam na otwarcia galerii, festyny, koncerty… Ochroniarze w pobliskich galeriach już mnie znali 🙂 Do mojego projektu dołączały kolejne osoby: Edyta Górniak. Martyna Wojciechowska, Marcin Prokop, Ewa Chodakowska, Margaret, Sarsa i wielu innych. A mi wciąż mało. Ciągle wymyślam coś nowego! Bez tego nie byłabym sobą!

Znajomi mówią do mnie Bazgrająca

Nigdy nie wiadomo jak poszczególne historie się potoczą… Moje piszę totalnie spontanicznie. Zupełnie jak mój ostatni pomysł. Wpadłam na niego przypadkowo. Wymyśliłam, że będę nagrywać teledyski w ręcznie malowanych stylizacjach. Nie mając funduszy, znalazłam producenta odzieży jeździeckiej, który zasponsorował strój do teledysku, który pomalowałam i nagrałam z nim klip. Środki na nagranie zebrałam dzięki serwisowi PolakPotrafi… I… udało się.

Dziś jestem już po nagraniu czwartego teledysku. Mam głowę pełną pomysłów, planów na kolejne. Robię sesję zdjęciowe, maluję kolejne stylizacje, jestem reżyserem, aktorką, managerką i kocham to! Nie wyobrażam sobie nie móc dalej tego robić. Chociaż borelioza jest czasami innego zdania, to uczę się z nią negocjować. Uczę się, że wielu rzeczy nie przeskoczę, nie będę już super tancerką, ciało jest sztywne jak kołek, ale trudno. Nie będę wyglądać jak miss, bo hormony świrują w moim ciele i jak mają zły dzień to klikają przycisk ‚tyjemy’ i wtedy hmmm. Tyjemy. Borelioza to kompromisy…

Po co piszę to wszystko?

Po to żeby pokazać Wam, że warto mieć swoją odskocznię od choroby. Borelioza jest podła. Nie liczy się ze mną, nie szanuje mnie, nie obchodzą jej moje plany. Przychodzi nieproszona. Podpuszcza, daje trochę luzu a potem znów atakuje. Czasem wygląda jakbym wymyślała, że jestem chora. Bo mam tyle energii, spełniam marzenia i cisnę! Nikt nie widzi mnie w chwilach kiedy leżę, spuchnięta, bez sił i chęci do życia. W chorobie jest się samotnym. Najbliższe mi osoby są i wspierają, ale nigdy nie zrozumieją jak to jest gdy nadejdzie atak. Nie miejcie swoim bliskim za złe kiedy nie rozumieją. Dziś wiem, że bardzo trudno jest wyobrazić sobie jak człowiek może się fatalnie czuć, jak nigdy samemu się tak nie czuło.

Moim lekarstwem jest Bazgrająca! Nowe pomysły i nadzieja jaka za nimi idzie. Poznaję wspaniałych ludzi, spełniam marzenia.

A borelioza? Towarzyszy mi na każdym kroku, obserwuje i czeka. Czeka na każdy moment zwątpienia, zmęczenia i spadku odporności. A co ja na to? Czasami odpuszczam kiedy jest silniejsza ode mnie i cierpliwie czekam, aż moje chore ciało zmobilizuje się do walki i pozwoli mi znów wrócić na ring. Życie z boreliozą to ciągła walka. Z depresją, słabą odpornością, ze sobą! Czasem to kwestia szczęścia, bo napady bywają różne i w różnych momentach, np. podczas jazdy samochodem, gdy na Twoim liczniku jest ponad 100km/h, a Ty nagle nie widzisz gdzie kończy się droga i tak kręci Ci się w głowie, że łzy spływają po policzku bo czujesz, że to może się źle skończyć, albo gdy idąc drogą upadasz bo dopada Cię paraliż połowy ciała i stając na nogę nie masz w niej czucia.

Moja wskazówka na koniec?

Dbajcie o swój nastrój, od niego w tej chorobie dużo zależy. Otaczajcie się dobrymi ludźmi, toksyczne relacje urywajcie. Jedyną toksyczną relacją, której nie urwiecie jest borelioza i ona w zupełności Wam wystarczy.

 

Jak to się zaczęło (jeśli masz jeszcze siłę – przeczytaj)

Coś dziwnego zaczęło dziać się ze mną już dawno temu… Z 10 lat minęło od pierwszych dziwnych objawów. Puchnięcie oka, senność, totalny brak energii tłumaczyłam szybkim trybem życia. Zawsze byłam typem dziecka, które miało dużo zajęć. Od 5 roku życia tańczyłam. Trochę później zaczęłam jeździć konno. W czasach liceum więcej mnie w domu nie było niż byłam. Szkoła, tańce, konie, korki… Uwielbiałam to. Nie wyobrażałam sobie wrócić po szkole do domu i nic nie robić.

Nadszedł czas studiów. Wyjazd do obcego miasta, nowe obowiązki, stresy… I zaczęło się. Czułam się wiecznie śpiąca, co jakiś czas puchło mi oko i przedramię. Zaczęłam kojarzyć, że przedramię puchnie zawsze w tym samym miejscu, w miejscu w którym kiedyś coś mnie ugryzło. Nie widziałam co to było, to był moment. Wyszedł rumień. Okropnie swędzący rumień. Ale zniknął. Na chwilę. Wszystko wróciło do normy. Przynajmniej tak wtedy myślałam.

Na 3 roku studiów było ciężko. Architektura i Urbanistyka na Politechnice Poznańskiej to ciężki kierunek, a 3 rok to wg mnie najtrudniejszy rok. Najwięcej projektów, najmniej snu (był czas kiedy w ciągu tygodnia spało się po 2h dziennie). Spadek formy jaki wtedy zanotowałam, był ciężki do opisania. Czułam się tak fatalnie, że postanowiłam zrobić badania krwi. Poziom OB mega wysoki, TSH za wysokie, PLT za wysokie…
Wizyta u endokrynologa – niedoczynność tarczycy z Hashimoto w pakiecie. Dostałam leki i od tego momentu miało być dobrze.

Nie było. Coraz częściej puchłam, puchłam do tego stopnia, że nie widać było mojego oka… Wargi miałam jak po nieudanej próbie wstrzyknięcia botoksu. Trafiłam do szpitala, najpierw na dermatologię, później oddział chorób tropikalnych. Mnóstwo wirusów, bakterii, leki… Prywatne badania i brak diagnozy. Nie wiadomo od czego to. Testy alergiczne czyste, a ja nadal puchłam. Było źle. Nic nie mogłam zaplanować, bo opuchlizny przychodziły znienacka. Były takie, że nie nadawałam się do wyjścia z domu. Wszystkie plany musiałam przekładać. Serce bolało. Tańce musiały poczekać, aż opuchlizna zejdzie. Trwało to często 4-5 dni.. Cóż mi wtedy pozostało? Leżenie i rozczulanie nad sobą?

Potem nadeszło jeszcze gorsze… zachwiania równowagi, paraliże ciała… Szukałam pomocy w dietach, u specjalistów. Nie znajdowałam. Nadal idealnie nie jest. Ale jak każdy dotknięty boreliozą wie, jedyną opcją jest szukanie swojego sposobu. Zioła, biorezonanse, czary mary, cokolwiek byłe było lepiej… i czasem jest, a czasem nie. Boreliozowa sinusoida. Jak na rollercoater’ze… raz w górę, raz w dół…

Magdalena Andruszkiewicz
https://www.facebook.com/WiecznieBazgrajaca/